piątek, 11 sierpnia 2017

Ta szalona, piątkowa noc


Jest piątek wieczór. Za moim oknem Piątkowo cicho układa się do snu - prawie słyszę jak niespiesznie przeciąga się blokami, okrywa delikatnie cienką warstwą letnich chmur. Piję właśnie drugą herbatę, tym razem już owocową, bo kofeina nie pozwoliłaby mi się położyć spać o rozsądnej porze. Nagle słyszę dźwięk wiadomości na fejsie Cześć, Ania. Jesteśmy na mieście, wpadasz?
Oczami wyobraźni widzę już scenariusz - sprawdzam szybko najbliższy tramwaj bezpośrednio do centrum. Mam jakieś 20 min do wyjścia. Bardzo szybki prysznic, ta ładna, czarna sukienka na takie okazje, szybko, szybko, bo zostało 10 min do wyjścia. Maskara, może eyeliner, czerwona szminka, bo pięknie wygląda z moimi włosami. Borze. Właśnie - włosy. No trudno. Wychodzę w koku. Zaplotę warkocz w tramwaju. Trampki, klucze, telefon, portfel, plecak i szybko po schodach...

Ale jednak nie. Patrzę nieco tępo w mrugające nazwisko na pasku przeglądarki. Wiem, że jeżeli wyjdę, nie wrócę dzisiaj. Znam dobrze to towarzystwo. Skończymy może o trzeciej, wrócę wykończona do mieszkania, w głowie będzie mi szumiało, padnę nieżywa na łóżko, wcześniej zmywając makijaż, podłączając telefon do ładowarki i przytulając misia. Mój autopilot działa świetnie.

No, ale przecież byłam dzisiaj w pracy. W końcu udało mi się dać z siebie 100%. Jestem z siebie dumna. Dużo rozmawiałam ze znajomymi. Pracowałam nad kreską, wypełniłam swoje obowiązki i nie mam sobie nic do zarzucenia. To był już dobry dzień, jestem przyjemnie zmęczona. Już teraz szumi mi w głowie. On nadal czeka na wiadomość... Hejka, sorki, ale dzisiaj nie dam rady. Introwertyzuję się u siebie, a jutro mam pracę. Spotkamy się jakoś w następnym tygodniu. Odpisuje, że rozumie i że umówimy się kiedyś na piwko albo dwa. Ta, dwa. Nigdy nie wychodzę na dwa.

Więc mieszam cukier w herbacie, leniwie otwieram kolejny wpis na tumblrze o psychologii. Przeczytam ich dzisiaj jeszcze z sześć, zanim nie ogarnie mnie zupełnie znużenie. To będzie dobry wieczór. Nie ma jeszcze ciszy nocnej, więc cicho pobrzdąkam na ukulele, potem poczytam coś ciekawego, odpalę kolejną akustyczną piosenkę na dwie gitary i trzy wokale. Odmóżdżające ale jakie przyjemne. Chodzi mi w głowie wiersz, więc może nawet coś dzisiaj napiszę. 

Bo tak się składa, że wcale nie muszę być dzisiaj na mieście. Nic mnie nie ominie. Nie muszę mieć kolejnego zdjęcia z piwa, kolejnej anegdoty do opowiedzenia, kolejnej historii o jednym czy drugim zjeździe po alkoholu. Pobędę sama, dla własnego komfortu psychicznego, dla siebie samej. Późnym wieczorem zrobię sobie jeszcze kąpiel z bąbelkami, położę maskę na włosy, przeczytam trzy wiersze Leśmiana. Podleję kwiaty, zetrę blaty w kuchni, pomyślę o planie na następny dzień i jeszcze przed północą wsunę się pod kołdrę, przytulę Rysia i tak sobie zaśniemy. Obudzi mnie budzik o siódmej, bo przecież w sobotę pracuję. Leniwie zrobię sobie śniadanie, poczytam nowości ze świata i pójdę do pracy. Nie będę biec, niecierpliwe stać w kolejce w Żabce, żeby kupić sobie energetyka, dwie bułki i pastę z tuńczyka. Nie będę. Dla siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz