sobota, 8 lipca 2017

Nie obchodzi mnie Twoje zdanie - ludzie internetu


Nic nie przyprawia mnie ostatnio tak bardzo o mdłości jak ludzie internetu - zwykle pozbawione empatii i jakiegoś jeszcze innego ludzkiego pierwiastka robaki, które żywią się chyba hejtem i spoza klapek na oczach nie widzą niczego... Ale moment, bo ja znowu zaczynam od końca... To wróćmy do początku.

Jest taki fanpage na fejsach. Nazywa się Mamy długie włosy. Z założenia miała to chyba być stronka do dzielenia się swoimi długimi kłakami. W praktyce strona mogłaby równie dobrze nazywać się Roast my hair. Każde bardziej popularne zdjęcie zbiera wokół siebie drużynę ekspertów z zakresu pielęgnacji długich włosów, która z przyjemnością wytknie Ci niepodcięte końcówki, chujowy kolor czy to, że używasz prostownicy, lokówki czy tam suszarki. Jak nie znajdą niczego we włosach, to się przyjebią do koloru ścian w pokoju. Mówię zupełnie serio. To ludzie, którzy nie zrozumieją, że mogłaś przeczytać wszystkie porady odnośnie pielęgnacji włosów i nadal mieć je po prostu w dupie, bo tak się składa, że na to całe olejowanie i niespanie w mokrych włosach zwyczajnie nie masz czasu. No szok, naprawdę. Wkurwić można ich wszystkim - nie oddałaś swoich włosów na peruki, masz dziecko z długimi włosami (No ja swojej córci, to nie pozwoliłabym mieć takich... Przecież to niewygodne... O wszystko się zaczepia...), używasz masek Garniera, wycierasz włosy ręcznikiem, czeszesz je plastikowym grzebieniem. Cokolwiek. Tak naprawdę z tej całej społeczności to lubię tylko jedną grupę odbiorców - facetów, którzy przyszli popatrzeć na ładne tyłki. Oni przynajmniej wiedzą po co tam są i nie pierdolą od rzeczy.

No, ale zostawmy biedne, przemądrzałe dziewczęta z powyższego fanpage w spokoju. Tak się składa, że polski internet ma mnóstwo innych miejsc, w których uskutecznia się ekstremalny bóldupix. Taki przykład - Hearthstone. Słowem wstępu - Hearthstone to taka gierka karciana, która w większości jest darmowa, ale jak się chce jakieś lepsze bajery, to trzeba zapłacić - albo pieniążkami z gry, albo takimi prawdziwymi. I te właśnie pieniążki tworzą w polskim internecie ból dupy większy niż tyłek Kim. Ostatnio w grze pojawiła się nowa promocja - za wykonywane zadania dostaje się dwa razy więcej growych pieniążków. Super, prawda? Reakcja w angielskim internecie? Wohoho! Zajebiście! W polskim? Hy, hy, hy. Czują parcie Gwinta (taka inna karcianka), to robio promocje. Zaraz na pewno wszystko podrożeje, żebyśmy nie mogli niczego kupić... yhyhy. No jebnąć to za mało. 

W ogóle wkurwia mnie to narzekanie na wszystko. Kwas, kwas, kwas. Internet dał ludziom wolność słowa, którą może nawet jest fajnie mieć, ale póki co mam wrażenie, że w dupach się nam poprzewracało. Bo widzicie... Oprócz mnóstwa wolności słowa internet dał też ludziom przekonanie, że każde ich zdanie się liczy i każde ich zdanie powinno zostać opublikowane. Najlepiej publicznie, najlepiej nie na swoim blogu czy tam profilu, ale na profilu osoby, której temat dotyczy. Żeby tak wziąć to nasze zdanie i tak wsmarować temu drugiemu człowiekowi w twarz. Żeby broń Borze nie zdarzyło się tak, że nie zauważy, że mu jakimś cudem umknie. Żeby widział i żeby było mu źle. 

I jeszcze kiedyś wydawało mi się, że to jest może kwestia anonimowości. W czasach forów internetowych, gdzie wszyscy byliśmy jakimś Jaszczurkiem014 albo Alleriallem kwasów też było dużo. I też lały się wszędzie. No, ale jednak nie! Jednak na fejsie też jest syf. Mimo tego, że swoje chamskie komentarze ludzie podpisują zwykle własnym imieniem i nazwiskiem, często też swoją twarzą (gorzej, jeżeli twarzą swojego dziecka). I ja tego fenomenu jakoś nie czaję, nie ogarniam jak można sączyć jad wszędzie i na wszystko i jeszcze jakoś z tego jadu być dumnym. Hy, hy, patrz jak mu dojebaem, nawet nie odpisze tera, huj mu w dupe. Z tego całego obserwowania gównoburzy pod różnymi postami na fejsie udało mi się nawet wyciągnąć jeden ciekawy wniosek - tak jak w dzieciństwie używano stwierdzenia Ja wiem, bo mój tata jest... tak teraz używa się Ja wiem, bo studiuję... jako takiego ostatecznego argumentu w dyskusji. Serio. Można też użyć Ja wiem, bo pisałem pracę na ten temat. I kropka. Nikt Ci nie podskoczy.

Koniec hejtów. Następny wpis będzie śmieszniuszkowy. Obiecuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz