piątek, 28 kwietnia 2017

Nie oceniaj książki po okładce i inne głupie powiedzenia


Czyli o tym, że nie lubię frazesów. Pustych stwierdzeń, które zwykle są zapychaczem dla rozmowy. Takich mniej bekowych, ale nadal irytujących "No i tak się spokojnie żyje na tej wsi". Rzeczy w stylu "Każdy ma prawo wyboru", "Nie znasz, nie oceniaj", "O gustach się nie dyskutuje" i tym podobnie motywiki.

Bo jak to niby mam nie oceniać książki po okładce? Wydawcy przez okładkę chcą trafić do określonej grupy odbiorców. Okładka to pierwsza rzecz, którą widzimy w książce i na podstawie której wyrabiamy sobie od razu pewną opinię. Intuicyjnie, podświadomie. To nie przechodzi przez jakieś logiczne rozumowanie. To po prostu jest. 

I tak idąc dalej tą myślą - tak, oceniam ludzi po ich wyglądzie. Oczywiście, że tak! Dlaczego niby nie? Ludzie ubierają się w pewien określony sposób, bo tak jak okładka książki chcą swoją aparycją coś przekazać. Uważam, że wręcz odrobinę niekulturalnym byłoby niezwrócenie uwagi na ich wygląd. Stwierdzenie, że ten ogolony na łyso pan z wielkim orłem na koszulce może być członkiem organizacji zrzeszającej gejów jest troszkę naiwne, prawda? 

Wygląd to jest kwestia jednostki. Kolorowe włosy, kolczyk w nosie czy koszulka z logiem zespołu metalowego zawsze coś komunikują. Nie bez przyczyny są ludzie, którzy noszą plecaki z wielkimi logami znanych marek. Tak jak powiedziała to jedna z moich dobrych znajomych - wszyscy siebie kreujemy. Tworzymy te swoje śmieszne okładki tak jak ptaszki tworzą swoje gniazdka. Powoli zbieramy piórka i kamyczki, żeby ozdobić siebie jak najlepiej. Może niekoniecznie tylko po to, żeby wyrwać płeć przeciwną, ale wiecie w czym rzecz. 

Nie znasz mnie to nie oceniaj... Kurde, koleżanko. Nosisz w uszach tunele wielkości mojej stopy, na koszulce masz napis 100% wege, a w torbie masz sałatkę z ciecierzycą i tofu (nie żebym coś do teg miała - ciecierzyca i tofu są super)... Jak ja mam, przepraszam bardzo cię nie ocenić.

Myślę, że mamy też problem chyba ze słowem oceniać. U mnie nie leży ono wystarczająco blisko osądzić, żeby mogło powodować nieprzyjemne skojarzenia. U innych te dwa czasowniki chyba na siebie nałażą. Oby tylko nie powstały z tego jakieś dzieci. To dałoby kolejne wyrazy, za które można się pogniewać i przestać odpisywać na wiadomości.

Kreowanie się jest dobre. Rozgryzanie tego, co siedzi pod skorupą też jest dobre, ale nie oszukujmy się - u wielu ludzi nie leży tam nic na tyle ciekawego, żeby warto było się przebijać przez to, co pokazują swoją gębą. Bo zwykle nie pokazują nic ciekawego tak naprawdę. Nie dajcie sobie wmówić, że nie wolno Wam ocenić kogoś, ustosunkować się do niego przez wygląd. To głupie gadanie jest. Nawiedzone. Mówię to Wam ja, nawiedzona.

Wpis zasponsorowany przez Franka, którego wiersze są jak Nutella, dobre. Franka, który kreuje się na smutnego i słabego poetę z depresją, a tak naprawdę nie jest słaby.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz