piątek, 24 marca 2017

Jak szybko sprzątnąć w pokoju?


Wszyscy to znamy. Ten moment, gdy brud i śmieci opanowały Twój pokój. Nie da się już przejść w każdy kąt pokoju, bo na drodze leżą ubrania, notatki, puste pudełko po pizzy i ta taka szara kupka dziwności, której lepiej nie ruszać, bo Cię zbluzga. W trzech językach już potrafi. Właśnie uczy się czwartego.

I to jest ten moment, gdy trzeba wypowiedzieć wojnę. Śmieciom, praniu, naczyniom i tej cholernej kupce, która woła z nienawiścią Fuck you i coś tam jeszcze o Twojej matce. Po hiszpańsku. Problem w tym, że jak tak się wydeptało całkiem bezpieczną trasę od łóżka do kompa i dalej, do drzwi... To już się niespecjalnie chce. Szczególnie, gdy nikt Cię tak za bardzo nie odwiedza, bo już nie masz chłopaka, bo się rozstaliście po dwóch latach związku, ale ja wcale nie jestem rozgoryczona. No co Wy...

Wracając.

Jestem okrutnie leniwym potworem, jeżeli chodzi o sprzątanie. Dosłownie nie widzę konieczności w sprzątaniu podłogi codziennie. Ani co dwa dni. Ani co tydzień, jeżeli nie jest to konieczne. Przez to lenistwo mój pokój czasem wygląda jakby mieszkał w nim troll. Taki troll co zje i nie posprząta. Co wypierze i nie poskłada. Co rozleje i nie wytrze. Śmieszne jest to, że ja tak naprawdę nie jestem w stanie funkcjonować w bałaganie. Dosłownie duszę się. Dlatego też co jakiś czas zarządzam sprzątanie pokoju. A jak opanować okrutny bałagan?

1. Wielki worek na śmieci Twoim przyjacielem.
Nie oszukujmy się. Jak będziesz musiał co chwilę biegać z jakimś syfem do kuchni, żeby wrzucić to do kosza na śmieci, to zniechęcisz się szybciej niż fani Makłowicza do TVP. Dlatego też potrzebujesz worka na śmieci w pokoju na czas sprzątania. Tam możesz wyrzuć wszystko. Jakiś stary T-shirt, w którym ostatni raz widzieli Cię w trzeciej liceum, kwiatka origami od byłej, sześć butelek po różnych rzeczach i ten aerozol do nosa, co stoi tu od trzech lat i chyba to w sumie grozi wybuchem. Brb, muszę coś wywalić.

2. Wywal te cholerne, niepotrzebne rzeczy.
Wracając jeszcze do wywalania rzeczy. Rozumiem, że np. kartka świąteczna od Twojej cioci to może być rzecz o dużej wartości sentymentalnej... Ale z drugiej strony czy koniecznie musi leżeć od grudnia na Twoim biurku? No właśnie. Albo zweryfikuj swoją miłość do ciotki i wywal tę kartkę do worka, albo przynajmniej upchnij to dziadostwo gdzieś. Kartkę, nie ciotkę. Słowo do dziewczyn - żaden zaschnięty lakier nie jest Ci potrzebny. Ani żaden kosmetyk po terminie ważności. Żaden. Ani żadne pęknięte rajstopy.

3. Nie upychaj - organizuj.
To jedna z tych złotych zasad, której ja jakoś nie czuję, ale serio działa. Jeżeli masz 60 par (i w summie nie par też) skarpetek, które luźno leżą tu i ówdzie, to może pora, żeby zainwestować w coś, co te skarpetki pomieści? Taki koszyk za piątaka z Pepco... Albo pudełko po butach. Działa równie dobrze. Syf ogólnie ma mniejsze pole do popisu, gdy masz rzeczy tak po japońsku poukładane... W sensie nie, że dobrze, tylko że jako-tako. Żart stary jak moi bracia, czyli bardzo, ale mnie bawi. 
Łatwiej też się sprząta, gdy wiesz, gdzie mniej więcej coś masz wrzucić. Mniejsze szanse, że to coś trafi do miejsca nicości. Och, właśnie...

4. Miejsce nicości.
Ach, tak. Ta szuflada, półka, pudełko czy coś w ten deseń, gdzie lądują wszystkie te rzeczy, z którymi nie wiadomo w sumie co zrobić. Niby wywalić szkoda, niby nie, a tak ogólnie, to ciotkę jednak kochasz i tej kartki nie chcesz wywalić. Niestety miejsce nicości bardzo łatwo rośnie, bardzo trudno się go pozbyć i rozłożyć na kawałeczki. No, ale my tu nie rozmawiamy na temat tego jak ogarnąć swoje życie tylko jak szybko posprzątać w pokoju. Więc sugeruję po prostu, żeby swoje miejsce nicości ulokować gdzieś poza zasięgiem wzroku.

5. Pranie. 
No dobra. Wracajmy do sprzątania szybkiego. Sytuacja wygląda następująco - są ssaki, co śpią na stojąco - brudy wywalone, ulokowane w worku. Co dalej? Luźno leżące ubrania. Tutaj opcje są dwie. To mogą być wyprane rzeczy, które czekają na złożenie i tu niestety wyjścia nie ma - trzeba je upchnąć w szafie. Druga opcja jest taka, że są to ubrania parę razy założone. Takie spod znaku nie wiem czy będę jeszcze to zakładał, więc póki co pizgnę tu. Normalny, ogarnięty człowiek sprawdziłby w jakim te ubrania są stanie, posegregował na czyste i brudne i poukładał w szafie lub wyrzucił do prania. Ale nie ja. Polecam po prostu wrzucić wszystko jak leci do pralki i problem z głowy. Szybciej się nie da, serio.

6. Komputer.
Nie wiem czy Wy też, ale ja od razu czuję się lepiej, gdy mam czysty ekran mojego laptopa. Ale nie, że mam ikonki powywalane, tylko że czysty jest. Plamek nie widać. Czy coś. Kurzu też. Polecam naprawdę przetrzeć sobie ekran czegokolwiek na czym marnujecie swój czas pracujecie. To robi lepiej niż czysta podłoga, serio.

I to wszystko na dziś. Ja wiem, że może to nie jest najbardziej optymalny sposób na sprzątanie, ale za to szczery. Do następnej soboty!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz