środa, 11 października 2017

Październik - luźne pierdolenie o niczym


Nie wiem czy zauważyliście, ale czas zapierdala. Jeszcze chwilę temu cieszyłam się swoimi urodzinami, a już jest październik. Zimny, deszczowy październik, który tak hojnie obsypuje mi policzki kropelkami wody. Chociaż na chwilę daje mi piegi, które zawsze chciałam mieć. Yup, jak się pewnie domyśliliście - będzie strumień myśli.

środa, 4 października 2017

Subiektywna relacja z Coperniconu 2017


Subiektywnie, bo, niech mnie coś strzeli, ale kocham ten konwent. Subiektywnie, bo po trzech latach przerwy wróciłam na konwent jako szary, zwykły uczestnik i bawiłam się przednio. No i kurcze... Toruń jest piękny, uczestnicy konwentu są cudowni, a organizacja jest... No jest świetna. Ja wiem, że nikt nie chce czytać relacji z dobrych konwentów, bo to takie tam bez sensu jest. No, ale może jednak kogoś zaciekawi to i owo. Zdjęcia są! (Mało, ale są.)

środa, 27 września 2017

Jak malować włosy farbą Manic Panic?


W związku z tym, że nie znalazłam żadnego porządnego poradnika po polsku, gdy po raz pierwszy zabierałam się do malowania włosów farbą Manic Panic, postanowiłam sama napisać coś takiego. Komuś może nawet pomoże - kto wie.

Tak słowem wstępu - Manic Panic to pół permanentna farba do włosów, która swoją popularność zawdzięcza zdaje się szerokiej gamie kolorów i odcieni. Co oznacza, że jest pół permanentna? Generalnie tyle, że zachowuje się bardziej jak toner niż farba, ale nie da się jej zupełnie zmyć. Na moich naturalnych włosach nie wypłukuje się prawie w ogóle, ale z rozjaśnionych pasm zmywa się prawie do zera. Żeby nie było za nudno wrzuciłam Wam do wpisu zdjęcia, które pokazują w jaki sposób odcień włosów zmienia się z czasem.

Gdzie kupić farbę Manic Panic?
Opcje są dwie - oficjalna strona Manic Panic albo jakiś sklep internetowy. Z tego co paczyłam nie da się kupić ich farby w sklepie stacjonarnym. Najtaniej wychodzi na stronie RockMetalShop. Kupowałam u nich dwa razy - przesyłki zawsze są na czas, dodatkowo są fajnie zapakowane. Można spróbować też złapać je na Allegro, ale ceny są wyższe niż w RockMetalShop i wybór kolorów jest mniejszy. Co do kupowania z oficjalnej strony, to nie próbowałam, bo jest ciut drogo.

Ile farby potrzebuję?
To też dość ważna kwestia. Ja na swoje włosy potrzebowałam solidnych 3/4 słoiczka, a nie byłam specjalnie rozrzutna. Podejrzewam, że na całe włosy potrzebowałabym około 2,5 słoiczka, żeby być zupełnie pewnym. Manic Panic w związku z tym, że jest bardzo gęsta, nie jest zbyt wydajna. Pamiętajcie, że zawsze lepiej kupić o jedno opakowanie więcej niż zostać z dwoma pasmami blondu na głowie.


Okej. Skoro farbę już mamy w łapkach, to co teraz?

Po pierwsze - przygotowanie!  Zanim zaczniecie malować włosy farbą Manic Panic warto ogarnąć jak bardzo intensywny odcień koloru i jaki ton chcecie mieć na głowie. Z doświadczenia wiem, że Manic Panic co prawda świetnie się trzyma na nierozjaśnionych włosach, ale kolor wychodzi raczej smutny. Jeżeli macie ciemne włosy, a chcecie uzyskać kolor o podobnej intensywności co mój, warto pomyśleć o rozjaśnieniu włosów. Wszystkich bardzo gorąco zachęcam do rozjaśniania włosów u fryzjera - niekoniecznie dlatego, że zrobią Wam to lepiej, bo lepiej się znają... Mają po prostu lepszej jakości rozjaśniacze, którymi raczej nie spalą Wam włosów. Gdybym miała fundusze, a co za tym idzie nie przerażałyby mnie tak bardzo kwoty w stylu 180 zł za samo ombre, to zdecydowałabym się na pewno na fryzjera. No, ale utrzymuję się sama, nie chciało mi się oszczędzać, a branie kredytu na fryzjera mnie nie jara, więc u mnie w ruch poszła stara, dobra Joanna. Kosztuje grosze, dostępna jest w zdaje się każdym Rossmanie. Włosy nie zniszczyły się mocniej niż przewidywałam, że się zniszczą, a efekt był super. Problem z tym rozjaśniaczem jest jeden - możliwe, że rozjaśni Wam włosy bardziej niż chcieliście, a kolor może być dodatkowo bardzo nierówny. Mnie to niespecjalnie zabolało, bo i tak farbuję się na żarówę, a po położeniu Manic Panic i tak nie widać, że kolor jest miejscami nierówny.

Co do tonu - jeżeli marzy Wam się srebrne, niebieskie albo fioletowe włosie, polecam użyć tonera. Na tym temacie nie znam się za bardzo, bo nie malowałam sama na takie odcienie, ale sam zdrowy rozsądek podpowiada, że jeżeli chcecie mieć chłodny ton na głowie, to musicie mieć pod spodem coś, co nie będzie żółte albo pomarańczowe. W innym wypadku z niebieskiego bardzo szybo zrobi się Wam zielony. I będzie smutek.

Czego potrzebuję do malowania?

1. Czepek kąpielowy tylko dla osób, które chcą spać z farbą na głowie.
2. Gumowe rękawiczki, bo farba paskudnie brudzi wszystko jak leci i nie schodzi zbyt chętnie.
3. Stary T-shirt, który z powodzeniem może później służyć Wam za przebranie na Halloween.
4. Stary ręcznik, ale nie na ramiona - to na poduszkę, gdy śpicie z farbą.
5. Dużo spinek, bo spinki w ogóle ułatwiają życie. Nie tylko malowanie włosów.
6. Plastikowy pędzelek do nakładania farby się przydaje, bo palcami dość ciężko położyć farbę dokładnie tam, gdzie ma być.
7. Plastikowa miseczka, bo ciężko wydłubywać farbę bezpośrednio z pudełeczka.

Opcjonalnie możecie zaopatrzyć się jeszcze w wazelinę lub olej kokosowy na uszy i skronie. Ja tam trzaskam na yolo, ale jeżeli nie kręcą Was kolorowe plamy na twarzy, to polecam.

No dobrze. Farba w łapkach, włosy rozjaśnione i stonowane, przyrządy skompletowane... To co teraz?


Przed położeniem sobie czegokolwiek na głowę lepiej zrobić próbę uczuleniową. Uwierzcie mi - to nie jest głupie gadanie. Lepiej poczekać sobie jeden dzień dłużej niż walczyć z wysypką przez tydzień. Po próbie możemy już maziać farbą po włosach.

Osobiście kładę Manic Panic zawsze na brudne włosy, mimo zaleceń producenta, żeby kłaść ją na świeżo umyte. Dzielę włosy na trzy części - mniej więcej tak, jak mam je rozjaśnione i nakładam farbę na włosy szczoteczką. Nie mam jakieś specjalnej taktyki co do nakładania, ale warto zaznaczyć, że Manic Panic jest niesamowicie gęsta, gęstsza nawet niż rozjaśniacz i żeby dotrzeć do każdego włosa w paśmie, trzeba się postarać. Stąd też sugeruję, żeby brać bardzo małe pasemka włosów (około pół centymetra), a po nałożeniu farby szczoteczką rozmasować pasmo palcami. W związku z taką konsystencją farby w oficjalnej instrukcji jest napisane, żeby włosy po farbowaniu jeszcze rozczesać grzebieniem. Ja to tak się niespecjalnie z tym zgadzam, bo mam wrażenie, że grzebień ściąga sporo farby, ale mogę się mylić.

Stan włosów przed malowaniem - 21 września.
Tak, wiem, końcówki błagają o ścięcie.
Po nałożeniu farby robię sobie koczek na środku głowy - taki płaski - i zakładam czepek kąpielowy. Przypinam sobie go wsuwkami i idę w kimę. Po solidnych 8 godzinach snu zdejmuję czepek, rozpuszczam włosy i zmywam je zimną wodą, płucząc włosy z daleka od twarzy, rąk i w ogóle wszystkiego, bo Manic Panic farbuje jak popierdolona. Myję włosy jakimś delikatnym szamponem - coś ziołowego albo jakiś Dove... I to wszystko. Włosie pomalowane, ja szczęśliwa, +30 zdjęć do galerii.

Co po malowaniu?
Czerwone farby mają taką jedną, strasznie irytującą wadę - wypłukują się od ciepłej wody. Po malowaniu lepiej myć włosy w zimnej wodzie i używać delikatnych szamponów. Absolutnym mordercą tej farby jest Head&Shoulders, więc absolutnie nie polecam. Złym pomysłem jest też olejowanie włosów, bo nie pomaga kolorowi.

I to z grubsza wszystko, co o malowaniu Manic Panic można powiedzieć. Kolorki jak na załączonych zdjęciach wyglądają naprawdę super, szczególnie kolor Pillarbox Red, którego ja używałam. Jeżeli macie jeszcze jakieś pytania, to walcie śmiało.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Ludzie w pociągach - smutne narzekanie



Lato. Cholerne lato. Przyklejające się do wszystkiego uda, spocone pachy, krople potu na skroniach, obtarte stopy od sandałów. Śmierdzący ludzie w tramwajach, psie kupy na trawnikach, rozsmarowane z porzuconymi lodami. Taka tam miła wizja upałów w mieście. No i sezon urlopowy. Zapieprzasz za dwóch w pracy, żeby Twoja koleżanka mogła grzać dupę nad morzem... I tylko jakoś na ten urlop trzeba się wybrać - najlepiej pociągiem.

piątek, 11 sierpnia 2017

Ta szalona, piątkowa noc


Jest piątek wieczór. Za moim oknem Piątkowo cicho układa się do snu - prawie słyszę jak niespiesznie przeciąga się blokami, okrywa delikatnie cienką warstwą letnich chmur. Piję właśnie drugą herbatę, tym razem już owocową, bo kofeina nie pozwoliłaby mi się położyć spać o rozsądnej porze. Nagle słyszę dźwięk wiadomości na fejsie Cześć, Ania. Jesteśmy na mieście, wpadasz?

sobota, 8 lipca 2017

Nie obchodzi mnie Twoje zdanie - ludzie internetu


Nic nie przyprawia mnie ostatnio tak bardzo o mdłości jak ludzie internetu - zwykle pozbawione empatii i jakiegoś jeszcze innego ludzkiego pierwiastka robaki, które żywią się chyba hejtem i spoza klapek na oczach nie widzą niczego... Ale moment, bo ja znowu zaczynam od końca... To wróćmy do początku.

niedziela, 4 czerwca 2017

Ochłapki z myśli #25 - brak sensu w wierszach, skupienie i czatowanie

Po trzech miesiącach Ochłapki powracają! A dzisiaj o pisaniu wierszy, piosenkach, którymi denerwuję znajomych, celach na czerwiec i paru innych rzeczach. Obawiam się, że Ochłapki nie wrócą na stałe, ale za dużo miałam niedokończonych wpisów - wrzuciłam więc wszystkie pomysły tutaj i tak właśnie powstał ten wpis. Indżoj.

środa, 24 maja 2017

Ha! Urlop!


O 17 wygrzebałam się z wyra - brawo ja. Założyłam jakieś fatałaszki po domu i siadłam do pisania. Mam pięć rozgrzebanych wpisów, które jeżeli nie pojawią się w następnym miesiącu, to szlag je trafi i nie pojawią już się nigdy. Tymczasem zapraszam Was na strumień myśli - tak, nie chce mi się pisać niczego konstruktywnego.

piątek, 28 kwietnia 2017

Nie oceniaj książki po okładce i inne głupie powiedzenia


Czyli o tym, że nie lubię frazesów. Pustych stwierdzeń, które zwykle są zapychaczem dla rozmowy. Takich mniej bekowych, ale nadal irytujących "No i tak się spokojnie żyje na tej wsi". Rzeczy w stylu "Każdy ma prawo wyboru", "Nie znasz, nie oceniaj", "O gustach się nie dyskutuje" i tym podobnie motywiki.

piątek, 24 marca 2017

Jak szybko sprzątnąć w pokoju?


Wszyscy to znamy. Ten moment, gdy brud i śmieci opanowały Twój pokój. Nie da się już przejść w każdy kąt pokoju, bo na drodze leżą ubrania, notatki, puste pudełko po pizzy i ta taka szara kupka dziwności, której lepiej nie ruszać, bo Cię zbluzga. W trzech językach już potrafi. Właśnie uczy się czwartego.

poniedziałek, 20 marca 2017

Emocje


Ekhm... Pffff... No dobra. Czas chyba przestać ignorować tego słonia w pokoju i zacząć znowu pisać. Ech... Cześć, mam na imię Ania i od dwóch tygodni jestem singlem. Trochę głupio czuję się z tym, że muszę to tak z siebie wyrzucić, opublikować, puścić w świat. No, ale dostałam rozgrzeszenie od kolegi Franka, mogę pisać co chcę.

czwartek, 2 marca 2017

Ochłapki z myśli #24 - pies, Superman i przygody z lokówką


Wpis spóźniony, ja wiem. Kiedyś ogarnę swoje życie. A póki co zapraszam Was do przeczytania Ochłapków z lutego - anegdotka z ulicy, opowiastka z mojego dzieciństwa i dlaczego jestem superbohaterem.

sobota, 18 lutego 2017

Opowieść z zakichanego łóżka


Więc leżę zupełnie mokra w łóżku. Jestem panią kropli do nosa, królową na wzgórzu chusteczek, księżniczką przepoconych podkoszulków. Moje ciało mnie zdradziło. No normalnie chamsko odrzuciło moją troskę o nie i bez względu na wszystko postanowiło się rozchorować. Więc leżę.

wtorek, 14 lutego 2017

14 pomysłów na czternastego lutego


Co roku mam dylemat - pisać o walentynkach czy jednak nie? Dawać znać, że mam to święto w dupie i być cool, czy jednak być pomocną? I w końcu, po godzinach debat z samą sobą... Piszę ten wpis. Pomysły są zupełnie unisex, bo jak dla mnie to na obiad można zaprosić i chłopaka, i dziewczynę, bez względu w jakim związku się jest.

sobota, 4 lutego 2017

7 rzeczy, których nauczyło mnie życie w dużym mieście


Trzy lata temu wyprowadziłam się z mojej malutkiej miejscowości niedaleko Włocławka i przyjechałam do wielkiego Poznania. To zmieniło dużo w moim życiu, ale też w postrzeganiu świata. Niektóre z tych rzeczy są lekką niespodzianką nawet dla mnie. 

sobota, 28 stycznia 2017

Ochłapki z myśli #23 - jak to się w ogóle robiło?


Ten moment, gdy ostatni raz pisałaś Ochłapki dwa miesiące temu i totalnie nie wiesz jaką miały one formę i musisz wejść na własnego bloga i przeczytać dwa czy trzy wpisy, żeby w ogóle wiedzieć, co masz teraz zrobić... Taaak.

niedziela, 22 stycznia 2017

Strumień myśli aka pierdolenie od rzeczy - wchodzisz na własną odpowiedzialność


Czyli wpis, którego alternatywnym tytułem mogło być Strumień myśli, czyli znowu nie mam pomysłu na wpis, więc pierdolę od rzeczy, żeby tylko zachować ciągłość postowania albo O kurwa, moje flaki! ale nie w takim ekstremalnym i trochę metaforycznym kontekście, że piję podpalane szoty tylko w takim bardziej kulinarnym, bo właśnie podgrzewam sobie pyszniutkie flaczki po zamojsku od Pudliszek. Brb.

sobota, 14 stycznia 2017

Jak przetrwać zimę, czyli "Nie, nie jest mi zimno w tej spódnicce"

Więc nastała w Poznaniu zima. Początek tygodnia uraczył nas mrozem, a środek i koniec tygodnia śniegiem. Nie mogę się nacieszyć tą pogodą. Promienieję.

niedziela, 1 stycznia 2017

2016 - życie, blog i plany na przyszłość

2016 był dla mnie cudem. Był ciężki. Był idealny. Był okrutny i surowy. Czuję jednocześnie smutek i nieskończoną radość, że to wszystko w końcu się zamknęło. Że 2016 jest już za mną.