sobota, 16 stycznia 2016

Ja w związku, czyli czy naprawdę jestem prawdziwą kobietą?

Chyba dostanie mi się za ten wpis od feministek... Mam takie obawy. Bo tak się zastanawiam nad wizerunkiem kobiety w związku, który chcą mi one wepchnąć do gardła i odrobinę się z nimi nie zgadzam. Nie zrozumcie mnie absolutnie źle - jestem wdzięczna kobietom przeszłości, które wywalczyły dla mnie min. prawo do głosowania czy chociażby nauki... Ale czy jestem wdzięczna feministkom za walkę z mężczyznami, którą prowadzą teraz? Meh.

W moim związku nie ma żadnego podziału. Chyba intuicyjnie wiemy niektóre rzeczy, więc nie kłócimy się o to, kto teraz zmywa naczynia... W sumie prawda jest taka, że to ja częściej stoję przy zlewie. Tylko że to już jest kwestia mojego upośledzenia - nic nie odpręża mnie tak jak taplanie dłoni w gorącej wodzie. Takie tam fiksacje... On za to po podróży wnosi mi zawsze ciężki plecak na czwarte piętro. Gdy wychodzimy gdzieś na jedzenie, dzielimy się kosztami raczej równo. Chyba, że on zaprasza mnie na coś. Wtedy wychodzimy na jego koszt, a potem ja go zapraszam do siebie na jakiś obiadek. I tak to sobie funkcjonuje. Przyjemne, prawda? 

Wbrew temu, co często mówię - jestem silną kobietą. Fizycznie. Psychicznie to płaczę średnio raz na trzy godziny. To pozostawmy bez komentarza. Ten cały ciężki plecak zawsze pakuję sobie tak, żebym nie musiała prosić nikogo o pomoc przy wtaszczaniu go do pociągu. Słoiki otwieram sobie sama, używając do tego noża. Umiem też posługiwać się wiertarką. To naprawdę wymaga mniej myślenia niż prostownica czy lokówka. W dzieciństwie równie często bawiłam się swoimi lalkami jak samochodami mojego kolegi. I to było spoko. 

W przyszłości to pewnie ja zostanę z dziećmi w domu, bo nie wyobrażam sobie, żeby to mój mężczyzna się nimi opiekował. Wyrosną na psychopatów... Albo buców bez empatii... No, ale nieważne. Gdyby na przykład mój mężczyzna upierał się, że chce zostać z dziećmi, a ja mam pójść do pracy, to pewnie udałoby się nam to jakoś przegadać i dojść do rozwiązania, które zadowoli nas oboje. Bo rozmowa jest fajna, wiecie? Dużo rzeczy można rozwiązać po prostu przez przegadanie ich. No, ale ja to się nie znam.

Tak jakiś czas temu stałam przed lustrem, czesałam swoje długie już kłaki i zastanawiałam się, po co ja właściwie tak stroję się na wyjście z moim mężczyzną. I w sumie skoro jestem taką wyzwoloną kobietą, co chce zdobyć dobre wykształcenie i zawód, to po co ja maluję paznokcie dla kogoś... No bo nie oszukujmy się, na wyjście z koleżanką raczej nie stroiłabym się tak bardzo. Dlaczego golę nogi i noszę ładną bieliznę? No i w końcu wpadłam na to, że robi mi się tak z miłości. I to przez tę miłość właśnie włosy układam w loki i noszę sukienki. On przez miłość też trochę wariuje. Tacy jesteśmy trochę nie teges przez to uczucie. 

Ej. Tak sobie przypominam, że ja już kiedyś pisałam o kobietach! Chyba nie zmądrzałam ani trochę od tego czasu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz