czwartek, 31 grudnia 2015

Dzień 100. Twój rytuał przed snem.

Trzask! Drzwi zamykają się głośno. Podobno sąsiedzi tego nie lubią, ale nie mnie wyrokować. Tup, tup, tup. Czwarte piętro to przekleństwo, naprawdę. Na drugim sapię spazmatyczne i wzywam wszystkie znane mi bóstwa do pomocy. Wchodzenie po schodach odbiera mi zupełnie siły. W sumie nawet się z tego cieszę. Może padnę spać bez koszmarów.

Dzień 99. Coś pięknego?

Ona.

to już przecież prawie nasza przyjaciółka
wychudzona nastolatka
w za dużym swetrze
przytula nas czasem
w samotne letnie dni
i szepcze nam do ucha
że to jeszcze nie pora

czasem aż chce się ją pobić
krzyknąć w twarz że jest gówno warta
ale tak naprawdę
bez niej bylibyśmy cholernie samotni

czasem wpycha nam palce do ust
i dalej, głębiej, do gardła

czasem też uśmiecha się do nas
pulchnym refleksem w lustrze
i wykrzywia twarz w brzydkim grymasie

to nasza śmierć
nasze umieranie
idzie się przyzwyczaić

22 V 2013

Dzień 98. Twoje plany na najbliższy tydzień.

Och. Pierwszy tydzień nowego roku! Plany, plany, plany! Tyle pomysłów, czasu tak mało... No to może w punktach:

Dzień 97. Rzeczy, w które nie wierzysz.

Moja wiara i niewiara podyktowana jest w dużej mierze bullshitem i bajkami, więc oczekujcie masy dziwności tutaj. Poza tym nie wierzę w pewne wartości ze względu na doświadczenie. I ogólnie moim światem trochę rządzi cukier. Także ten...

Dzień 96. Zdjęcie twojego pokoju.

Oks. Specjalnie dla Was posprzątałam w pokoju. To znaczy... W sumie to po prostu upchnęłam wszystkie śmieci i ubrania poza kadrem, ale liczy się chyba gest...? Mój pokój jest dość specyficznym miejscem. Często pachnie tu kawą albo serem (nie pytajcie), często pali się światło, bo boję się ciemności. Taaa...

Dzień 95. Poproś 5 osób, żeby opisały cię w 10 słowach.

Osób jest sześć zamiast pięciu, bo potrzebowałam trochę szerszej perspektywy. Cóż. Ciekawych rzeczy się można o sobie dowiedzieć. O swoich znajomych zresztą też.

Dzień 94. Paprykarz czy sushi?

Ha! To jest zdecydowanie trudne pytanie. Z jednej strony surowa ryba, którą sobie Japończycy jakoś tak fajnie upaprali to świetna rzecz, ale z drugiej strony kanapka z paprykarzem jakoś tak krzyczy mi polskością. Super byłoby, gdybym chociaż trochę wiedziała o co mi chodziło podczas pisania tych poleceń...

Dzień 93. Opowiedz coś o atakach paniki.

czasem potrzeba nam czegoś więcej
do życia
tworzenia
czasem wystarczy dobre słowo
ulubionego profesora
albo seria zielonych świateł
na różnych przejściach

albo ciepła ręka na policzku
a potem niżej
na szyi
ręka która zaciska się mocniej
i mocniej

aż umierasz

Włocławek, 19 III 2014

Dzień 92. O moim słuchu muzycznym i dlaczego nie śpiewam.

Jako mała dziewczynka głęboko wierzyłam, że umiem śpiewać. A potem poszłam na chór i okazało się, że jednak nie. I od tego czasu raczej nie śpiewam. Mój totalny brak słuchu muzycznego bolał mnie najbardziej w kościele, gdy ludzie dosłownie odwracali się, żeby zobaczyć kto tak bezcześci (ooo... tak się ten wyraz pisze...) pieśni.

Dzień 91. Opisz siebie w lustrze.

Okej. No to spójrzmy od góry. Co my tu mamy... Włosy. Włosy mam takie jak wszyscy - czasem przesuszone, czasem tłuste w cholerę. Zwykle po prostu brzydkie. Tak przynajmniej mi mówią ludzie. Ja swoje kłaki przez większość czasu naprawdę lubię. Nie są problematyczne, fajnie się czeszą. Nie narzekam. Dobrze też się lubią z farbą. Yup. Włosy są na plus. 

Dzień 90. Pytania, na które nigdy nie dostaniesz odpowiedzi.

Heh. Dokładnie wiem, skąd wziął się pomysł na ten wpis. Jestem przecież nadal dzieckiem, które zadaje masę pytań. Głównie sobie. Któregoś dnia zapytałam się A co by było, gdyby słonie jednak mogły chodzić po drzewach? I tak właśnie stwierdziłam, że spiszę sobie parę pytań, na które chyba nigdy nie dostanę odpowiedzi. 

Dzień 89. Dlaczego domek na drzewie?

Domek na drzewie, bo blisko chmur! Bo blisko nieba, gdzie przecież (na pewno!) latają niebiańskie ptaki i sieją jasne punkciki. Inaczej nocami byłoby zupełnie ciemno! Domek na drzewie, bo nad ziemią. Na ziemi jest masa nieprzyjemnych spraw... Rachunki, praca, studia, obowiązki i ta głupia koleżanka... Ech. 

Dzień 88. Napisz coś o oczach.

kochałam się w jego niebieskich oczach
jak dziewczyna kocha się w niezapominajkach

leżąc z nim na trawie
patrzyłam w błękit nieba
w odbicie chmur w jego oczach

śmiałam się czasem w głos
z jego myśli dziwnych treści
opowiadał że kiedyś
że na pewno że już niedługo

a ja widziałam tylko to niebo
niezbadany przestwór
wobec którego pozostawiałam bezsilna

śmiałam się też trochę
gdy jego oczy ciemniały
jak niebo podczas burzy

teraz już nie ma mojego nieba
mój przestwór zgasł
chmury opadły na jego policzki

czasami patrzę jeszcze w górę
wzdycham trochę smutno
przesuwam palcami po
nie moim już niebie
myślę jeszcze czasem
o wirowaniu między jego palcami

rzucam na jego mogiłę
bukieciki niezapominajek

Włocławek, 3 IX 2013

Dzień 87. Ulubione miejsca w sieci.

Jestem kupą, jeżeli chodzi o spędzanie czasu w internecie. Potrafię spędzić cały dzień bezproduktywnie gapiąc się w ekran, jeżeli nie znajdę sobie czegoś kreatywnego do zrobienia. Taaaak... No to paczcie, gdzie marnuję czas, zamiast produktywnie spędzać go na blogu.

Dzień 86. Zdjęcie twoich paznokci.


Ha! To akurat proste jest ekstremalnie! Mam chyba jakiś problem z robieniem zdjęć swoich paznokci. To znaczy, że robię ich za dużo. Na pewno jest takie uzależnienie i na pewno ma swoją nazwę. W końcu żyjemy w czasach, gdzie wszystko metkuje się, opisuje i wrzuca do odpowiedniej kategorii. Nie żeby to było jakoś bardzo złe...

środa, 30 grudnia 2015

Dzień 85. Refleksja.

dni mi mijają
wielokrotnie te same
rozbijają się o siebie 
środy i poniedziałki
wyrzucone ze schematu tygodnia

w dziurawym worku lat
wiszę powieszona za nogę
bujam się lewo – prawo
wirują wokół mnie 
urwane godziny, minuty
niecały wiek
jakaś zagubiona dekada
i jeden okruszek ze stołu biedaka

wylatują czasem przez płótno
w pozaprzestrzeń w pozaświat
za granicę zrozumienia

i ja w końcu wylecę
wyrzuci mnie własnego pędu siła
rozbiję się o garść idei 
i szczyptę trosk

ja człowiek wyrwany z kontekstu

 na trasie z Piły do Poznania, 11 XI 2014

wtorek, 29 grudnia 2015

Dzień 84. Wymarzony prezent?

Tak z godzinka czystego umysłu. Wolności od swoich własnych myśli i koszmarów. Potrzebuję chwili przerwy. Naprawdę. Moje myśli ostatnio zaczęły wymykać się spod kontroli i robią mi burdel w głowie. Nawet moje wiersze stały się jakieś mroczniejsze, nieprzyjemne. 

Dzień 83. Ty jako stworzenie.

Jeżeli byłabym stworzonkiem, to pewnie jakimś dziwnym. Coś jak połączenie smoka, pandy, syrenki, Trzech Muszkieterów, suszarki na pranie, tostera, kubka z pozytywką i śledzia. Tak. Brzmi prawie idealnie. Przydałaby się jeszcze tylko szczypta brokatu i puchate skrzydła.

sobota, 26 grudnia 2015

Dzień 82. Opis.

Opisy są nudne. I głupie. Przez całe swoje szkolne życie napisałam ich wystarczająco dużo, żeby znienawidzić tę formę. No, ale ja z przeszłości chyba stwierdziła, że ma to w dupie i chce napisać jeszcze jeden opis. So we will go with that. Myślę, że dzisiaj po prostu zajrzymy do mojej głowy - to chyba będzie coś w stylu strumienia świadomości, ale nie jestem pewna. Zobaczymy, zobaczymy.

piątek, 25 grudnia 2015

Dzień 81. Jaką pijesz herbatę/kawę?

Kiedyś już pisałam o mojej obsesji na punkcie gorących napojów z kofeiną. Widać, że dzisiaj zagłębimy się trochę bardziej w ten temat. Zobaczymy co mi z tego wyjdzie. Niczego nie obiecuję.

Dzień 80. Ulubiona rymowanka?

Święta świętami, ale reszta wpisów się sama nie natrzaska. Toteż trzaskam i dzisiaj opowiadam o moich ulubionych rymowankach. Jedna z moich ulubionych koncepcji pisania rymowanek, to schemat róże są czerwone albo na róże róże... Przesympatycznie pisze się takie potworki. Spójrzcie sami!

czwartek, 24 grudnia 2015

Dzień 79. Ulubione święto?

Boże Narodzenie! Nie ma dyskusji, jeżeli chodzi o to. W tych świętach uwielbiam wszystko. Srsly. Dla niektórych Boże Narodzenie traci magię, gdy dorastają. Dla mnie ta magia właśnie teraz jest jeszcze większa! W końcu mam dostęp do tego wszystkiego, do czego nie miałam jako dziecko. Lepienie pierożków (zupełnie sama!), pieczenie ciasteczek cynamonowych (takich kruchych, do kawki), wychodzenie na miasto, żeby zobaczyć iluminacje i wypić specjalne, sezonowe napoje w kawiarniach, tulanie się do przyjaciół, bo przecież jest zimno a ja totalnie mam prawo znowu złożyć Ci życzenia... Tak! Ale z racji tego, że jesteśmy w internecie, a internet kocha listy... To co kocham w Świętach w punktach!

sobota, 19 grudnia 2015

Dzień 77. Jaka byłaś w szkole?

Smutna i wystraszona. Bardzo. Ponadto należałam do tego irytującego typu ludzi, którzy przychodzili na wszystkie lekcje i zawsze mieli pracę domową. No i oczywiście zawsze byli przygotowani na każdą kartkówkę czy pracę klasową. Irytujące. Ratowało mnie chyba tylko to, że nie byłam specjalnie przemądrzała. Częściej milczałam niż odpowiadałam na pytania. Nie dyskutowałam z nauczycielami i nie podważałam ich autorytetu. Pewnie dlatego byłam bardzo przez nich lubiana. Czy to było dobre? Nie wiem, tak naprawdę ciężko powiedzieć. 

czwartek, 17 grudnia 2015

Dzień 76. Ulubione miejsca w Poznaniu.

Wcześniej pisałam min. o Basilium i o Parku Chopina, dzisiaj przyszedł czas na inne miejsca. Nie wiem jeszcze do końca o czym chcę tutaj napisać... Powinnam była to chyba zaplanować. Szlag. No cóż. Będziemy improwizować. To zwykle daje radę.

wtorek, 15 grudnia 2015

Dzień 75. Wycieczka po twoim mózgu.

Ekhm! Czy wszyscy już są? Jeżeli tak, to proszę o zamknięcie włazów i zgaszenie świateł. Zaraz rozpoczynamy rajd po moim umyśle i świetnie byłoby, gdyby nikt jednak nie wypadł. Jest to pierwsza taka podróż, testowa, więc coś może pójść nie tak. W razie problemów pod każdym z siedzeń znajduje się przycisk, który uruchamia alarm. Wyjścia ewakuacyjne znajdują się z przodu i z tyłu pojazdu, ale tylko połowa działa, więc wybierajcie mądrze. A teraz... W drogę!

niedziela, 13 grudnia 2015

Dzień 74. Twój najnowszy wiersz.

Lubię wpisy tego typu. Niespecjalnie muszę się nad nimi zastanawiać. Hmm... Niech no pomyślę... Niech no ja spojrz... Och nie. Emm... No cóż. Czy dużym oszustwem będzie, jeżeli napiszę teraz cokolwiek, byle tylko nie pokazywać tamtego wiersza? Heh. Nie mam wyboru. Here we go!

piątek, 11 grudnia 2015

Dzień 73. Gdzie najczęściej piszesz?

Wśród ludzi. Koniecznie. Poeta wyrwany z kontekstu ludzi zostaje tylko dziwnym człowiekiem z notesem. Naprawdę. Bo jak się zabierze zakochanemu poecie (który klepie wiersze o miłości, naturalnie) podmiot miłości, to robi się z tego taki jakiś dziwny monolog wewnętrzny... Od tego mogą skisnąć kiszki. Uwierzcie mi. 

Dzień 72. Rzeczy, które sprawiają, że jest ci smutno.

Zbite jajka. które nigdy nie staną się pyszną jajeczniczką. Rozlana na fotelu kawa - dramat i dla kawy, i dla fotela. Godzina 8:32 na zegarku, gdy zajęcia na 8:15. Nagła zmiana świateł na czerwone, gdy w sumie to całkiem spieszę się na te zajęcia... Spóźniony autobus. Nadal się spieszę. Uśmiechnięty kolega, który wychodzi z wydziału i mówi, że ziomek nie przyszedł na zajęcia i chyba są jednak odwołane. Mail od prowadzącego pięć minut później, który to potwierdza.

Dzień 71. Coś, w czym byłaś dobra, ale już nie jesteś.

Tu dzisiaj miał się pojawić w sumie lekki i przyjemny tekst o pisaniu i o tym dlaczego proza jest trudna, a ja jestem kupą. Ale jednak nie napiszę o tym. Jednak wpadłam na coś chyba lepszego. Bo Panie i Panowie... Ja już nie umiem w ludzi. I tak. To zdanie tak miało brzmieć. Nie umiem w ludzi.

czwartek, 10 grudnia 2015

Dzień 70. Twój ulubiony strój.

Czarny. Głównie. A poza tym to pewnie piżama. I koc. Czasem. Chyba, że to lato. Wtedy bez koca. I bez godności. Jakoś tak nie lubię lata. Może to tylko kwestia tego, że niemiłosiernie się pocę w swoich czarnych sukienkach. A może to kwestia tego, że ciężko jest być przygnębionym latem, a przecież twarz skrzywiona w grymasie bólu i niezadowolenia to mój znak rozpoznawczy. 

środa, 9 grudnia 2015

Dzień 69. Słowa, których często używasz.

Absurdalny. Chuju. Idiotyczne. No chyba sobie żartujesz. Ciężkie życie, Bożenko. Boże, Boże, Bożenko. Mój słownik składa się z dziwnej mieszkanki memów, przekleństw i w miarę normalnych słów. Pojęcia nie mam jak do tego doszło i niespecjalnie się tym przejmuję. Jeszcze żaden ze znajomych nie skarżył mi się, że po raz szósty nazwałam go dzisiaj chujem. A jest dopiero siódma rano. Przyzwyczajeni są chyba. Albo spisali już naszą znajomość na straty.

wtorek, 8 grudnia 2015

Dzień 68. Jak się czujesz?

To jest bardzo dobre pytanie. Zadaje je sobie codziennie na tyle często, że niekiedy wariuję przez niepewność co do swoich uczuć. Może to kwestia moich braków w umyśle... A jeżeli już o umyśle mowa... Zajrzyjmy do niego. Ostatnio Wam się chyba całkiem podobało.

czwartek, 3 grudnia 2015

Dzień 67. Wiersze, do których ciągle wracasz.

Są takie wiersze, które niezmiennie sprawiają, że czuję. To zdanie sprawia wrażenie źle zbudowanego (i pewnie tak jest), ale mówi prawdę. Jestem tym okropnym typem czytelnika, dla którego nigdy nie liczy się nazwisko autora, a tylko to, czy wiersz sprawia, że czuję. Bolączką niektórych jest fakt, że stawiam na równi Leśmiana, Mickiewicza i tego dziwnego kolegę z internetu, który też pisze. Wybaczcie, jestem polonistycznie upośledzona - nie bawi mnie rozbieranie wierszy na metafory, obdzieranie go z magi słowa. Dlatego tak głośno śmieję się, gdy ludzie nazywają mnie poetką. Ja tylko piszę... Różnica między mną i Wami jest tylko taka, że ja te swoje słowa ubieram w pewną formę i wypuszczam w świat. Przydługi ten wstęp...