niedziela, 29 listopada 2015

Dzień 66. Ulubiona księżniczka Disneya.

Mulan. Nie ma innej opcji. To jedna z niewielu księżniczek Disneya, która bierze sprawy w swoje ręce. Nie czeka na ratunek czy inne pierdy. Co więcej! Sama kopie kilka tyłków, odkrywa siebie i swoje przeznaczenie... A przy okazji ratuje cały kraj. Całkiem nieźle jak na księżniczkę, prawda?

sobota, 28 listopada 2015

Dzień 65. Coś pomarańczowego.

Nie lubię pomarańczowego. Ale tak serio. Jest dla mnie zbyt wesoły... Nawet bardziej niż żółty. No i nie ma tego przemiłego żółtego odczucia... No wiecie. Takiego jak żółtko. Albo banany. Albo słońce... Nie patrzcie w słońce (na słońce?), bo od tego można umrzeć. Podobno.

piątek, 27 listopada 2015

Dzień 64. Napisz krótki rymowany wiersz o jedzeniu.

Nie będę ukrywać. Ten wpis jest dla mnie bólem w dupie. Dlatego tak długo nic się tu nie pojawiało. Im dłużej coś próbuję zrymować tym bardziej się frustruję i tym mniejszą mam ochotę na pisanie. No cóż. Prawdziwa udręka. Dlatego też idąc za radą mojego drogiego kolegi Akardiusza postanowiłam wrzucić cokolwiek.

czwartek, 19 listopada 2015

Dzień 63. 5 rzeczy, które bardzo cię ekscytują.

Moim światem rządzą uczucia. Ekscytuję się masą rzeczy, ale są takie, które budzą we mnie ekscytację tak mocną, że zaciemniają wszystko. I to o tych dzisiaj Wam pogadam. Chyba. Możliwe, że znowu zgubię się we własnych przemyśleniach i wszystko dupnie. 

środa, 18 listopada 2015

Dzień 62. Jak zachowujesz się, gdy jesteś niewyspana?


No przecież nie jestem w stanie Was opuścić tak całkowicie! Blog to niestety uzależnienie, od którego bardzo ciężko się uwolnić. Takie życie, Misiaczki ;) Ten kawałek internetu jest na szczęście mój - nikt nie będzie mi się mieszał w moją pisaninę. Tylko na facebooka nadal nie wchodzę - za bardzo mnie irytuje. Wpisu o włosach nie ma, bo chciałabym zrobić Wam naprawdę fajne fotki i pokazać może w kilku krokach, jak bez prostownicy/lokówki/lakieru do włosów/wsuwek/umiejętności można zrobić naprawdę fajne rzeczy na włosach. A teraz do wpisu!

niedziela, 15 listopada 2015

#prayforParis, czyli ja się wylogowuję - Ból dupy #5

Dlaczego wczoraj nie było wpisu? Co się ze mną dzieje i dlaczego znowu udaję, że to całe pisanie mnie nie dotyczy? Bo przecież mogłabym spokojnie wrzucić tu kolejny tekst z wyzwania i udać że nic się nie dzieje. A przecież to zupełne kłamstwo. Tak w skrócie: ten tekst jest o tym, że trochę to częścią ludzi gardzę i wylogowuję się, bo już nie chcę tego czuć.

piątek, 13 listopada 2015

Dzień 60. Opisz coś, co sprawia, że uśmiechasz się.

Ostrzeżenie: tu pod spodem jest wiersz. I jest stary. To jeden z tych bardzo, bardzo starych wierszy, które zawsze chciałam przepisać, ale nigdy nie zabrałam się za to. Typowe dla mnie. Dlaczego w ogóle ostrzegam? Bo to nie jest dobry wiersz. Jest całkiem do dupy. Ale jest też ważny. Bardzo, bardzo ważny. Jest prawie tak ważny jak stary. Czyli mocno.

czwartek, 12 listopada 2015

Dzień 59. List do ciebie z przyszłości

No cześć.

Nie będę ukrywać, że zaczynam ten list chyba piąty raz. I nie. Tym razem nie przesadzam, chociaż obie wiemy jak bardzo to lubię. Zwyczajnie nie wiem co mam do Ciebie napisać. Może po prostu zacznę od pierdolenia i potem zobaczymy co się z tego urodzi?

środa, 11 listopada 2015

Dzień 58. 5 ulubionych blogów.

Wczorajszy dzień upłynął mi pod znakiem tej piosenki, kawy, Dungeons & Dragons, pizzy, kawy, wkurwiania się na uszatych i trochę chyba kawy. Ach, i Linuxa, który ni chuja nie chciał się instalować. Sami więc widzicie, że nie było jak dodać wpisu... Dobrze, że mnie rozumiecie.

Dzisiaj jednak już wracamy (chociaż powinnam odsypiać, a nie ślęczeć przed kompem) z koleją porcją mojego świetnego pieprzenia o niczym. Tytuł chyba mówi za siebie, więc pozwolę sobie ominąć wstęp i przejść do listy, bo jak wiemy internet kocha swoje listy!

poniedziałek, 9 listopada 2015

Dzień 57. Film z YouTube.

Dzisiaj trochę inaczej, bo mam okazję skomentować pewną sprawę, która jest stosunkowo aktualna. Jestem odrobinę spóźniona na tę dyskusję (jak zwykle zresztą), ale to nic. Nie przeszkadza mi to tak bardzo, bo jestem prawie pewna, że duża część z Was w ogóle nie słyszała o całej tej sprawie. No, ale o co w ogóle chodzi?

niedziela, 8 listopada 2015

Dzień 56. Ostatni film obejrzany w kinie?

Emm... Ten. I to całkiem nieźle pokazuje jak często chodzę do kina... #studentaniestać

W moim idealnym świecie, gdzie miałabym czas na pisanie, pojawiłaby się tu pewnie recenzja tego filmu. Taka okraszona dobrym humorem, obrazkami i innymi bzdetami, które sprawiają, że tekst jest faktycznie czytable. No, ale... Nie jesteśmy w takim miejscu. Jesteśmy w świecie, gdzie analiza matematyczna jednak istnieje. Dlatego zapraszam Was na kolejny bełkotliwy tekst.

sobota, 7 listopada 2015

Dzień 55. Ulubiony przedmiot do uczenia się.

Och. Przedmiot. Uczenie się. Szkoła. Bleh.

Tak myślę, że jedyna rzecz, która sprawiała mi radość w szkole to angielski. Zwykle jakoś udawalo mi się wszystko zaliczać całkiem nieźle, ale tylko angielski tak naprawdę lubiłam. Może to kwestia tego, że większość swojego życia spędzałam w internecie na angielskich stronach. Ten język stał się nie tyle pasją, co koniecznością. 

piątek, 6 listopada 2015

Dzień 54. Jak radzisz sobie ze stresem?

Nie radzę sobie.

Nie no. Serio. Nie radzę sobie z nim zupełnie. Wychodzę z założenia, że jeżeli nie mogę sobie z czymś poradzić, to po prostu muszę to zaakceptować i przestać się tym przejmować. I tak właśnie nie radzę sobie ze stresem. Po prostu przyjmuję, że on istnieje i staram się ignorować jego efekty.

czwartek, 5 listopada 2015

Dzień 53. Gdybyś była pogodą to jaką?

Mam wrażenie, że te pytania robią się coraz bardziej absurdalne. W sumie nie ma się co dziwić. Jestem już za półmetkiem! A tak co do pogody... Prawdopodobnie nie jestem jedną pogodą. Nikt z nas nie jest. Dobrze, że jestem poetką - zawsze mogę tutaj coś pozmyślać i nikt nie będzie miał prawa mi powiedzieć, że pierdolę od rzeczy. Ha!

środa, 4 listopada 2015

Dzień 52. Ulubiona pora roku.

Jesień. Wtedy mogę być depresyjna i nikt tego nie kwestionuje. Poza tym... Jesień to pora tak łaskawa dla poetów! Tak przyjemnie siedzi się przy oknie, gdy o szybę rozbija się deszcz i snuje się depresyjne rozważania na temat życia i śmierci. W sumie głównie śmierci. Bo jesienią mi umiera świat, a ja zapadam z nim w sen. I to bardzo przyjemna sprawa. Budzę się, gdy tylko przychodzą pierwsze śniegi i prawdziwe mrozy. Zimę też bardzo lubię, ale ona ma posmak świąt Bożego Narodzenia, co psuje tę pięknie depresyjną atmosferę.

wtorek, 3 listopada 2015

Dzień 51. Twoja opinia na temat Harry'ego Pottera.

Overrated. 

Nie zrozumcie mnie źle - czytałam Pottera tak jak wszyscy, dorastałam z nim i jego problemy wydawały mi się tak zupełnie realne... Tylko że teraz jakoś nie czuję tej magii. Wcześniej też niespecjalnie szalałam za całym tym światem. Możliwe, że po prostu bardziej jarały mnie w tym czasie przygody Artemisa Flowa (genialna seria, trust me) niż świat magii. Jeżeli chodzi o Harry'ego Pottera, to możliwe, że już wtedy był zbyt mainstreamowy jak dla mnie #hipsta4life!

poniedziałek, 2 listopada 2015

Dzień 50. Napisz alfabet, do każdej z liter dopisz jeden wyraz, który opisuje ciebie.

Ha! W końcu coś, co definitywnie przypomina zadanie ze Złotych myśli! Koszmar z podstawówki. Serio. Nie żebym nie lubiła tego całego wpisywania, ale przez większość mojego życia nie miałam koleżanek, którym mogłabym wypełniać takie bzdety. Smutne życie, smutne. A teraz do alfabetu!

niedziela, 1 listopada 2015

Dzień 49. Rzeczy, które kojarzą ci się z twoimi przyjaciółmi.

Srebro, smoki, ogień, popsute zapalniczki, parki zimą, cicho czytana poezja, różowe zachody słońca. Czerwony księżyc, Wiedźmin, pluszowe misie z ostrymi zębami, za słodka kawa z mlekiem i lodami, horrory. Sernik, lizaki, MBTI. Urwane rozmowy przez telefon, łzy na policzkach. Czekoladowe papierosy, gorące, letnie noce. Czarne buty na absurdalnie wysokich obcasach, galaktyki w słoikach, Simsy, przepakowane dodatkami latte.