czwartek, 29 maja 2014

Znów jest maj

Tym razem czuję, że jest maj. Gorąco wwierca mi się do głowy i pali bólem w skroniach. Jest ciepło, bardzo ciepło, za ciepło na mój zwykły strój. Czarny i słońce nie idą w parze. Mimo wszystko upieram się, żeby ubrać się w to, w czym wyglądam dobrze. I idziemy. Czarna spódnica tańczy mi wokół nóg. Chyba wyglądam zdecydowanie zbyt poetycko, ale kiedy tu wyglądać poetycko jak nie właśnie w maju! Mam wrażenie, że słońce smaga mnie ciepłymi falami po twarzy. Chyba lubię siebie taką. Rozgrzaną od słońca, roześmianą. Mam ochotę tańczyć i śpiewać. Jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało. Chcę też skakać, ale nie miałabym nic przeciwko temu, żeby po prostu położyć się na trawie i rozmawiać o tym, że epikureizm jest tak bardzo spoko i ile trwa podróż na Marsa.

środa, 14 maja 2014

Męki poety

Idzie poeta polną drogą,
niedola mu na fujarce gra.
Patrzy na swoje ręce z trwogą,
bez wódki nie zna dnia.

Kroczy za nim panna dumna,
piękna i ulotna postać.
Nikt nie wie, że ta figura chmurna
to poezja, której nie może sprostać.

Idzie nad trawą lekko pochylony,
dziwi się każdemu źdźbłu.
Pewnie znowu podchmielony,
próbuje sprostać przeżytemu dniu.

Zatacza się na prawo, lewo
aż w końcu boską rzucony ręką,
pada w chłodnym rowie lekko
i pisze szarpany miłości męką:

Księżyc, niebo, nad głową kometa,
droga, mlecz i trawa.
Gdybym ja nie był poeta,
to byś mnie pokochała.

4 V 2014